Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Perceptę to cenić tam było z rozchodu,
Bo czy to na dworze, czy w czasie pochodu,
Jak woda płynęły regestra odbytu.
Co dusza zapragła, a zdrowie strzymało,
Wszystkiego dawano na dworze do sytu;
Nie ciekło, jak mówią, tam wszystko się lało!
Kapelia i goście i łowy, festynie.
Nim jedno przeminie, to drugie już płynie;
A dworno i szumno, że ledwo z hałasu
W kościele wypocząć miał człowiek kęs czasu...
 
Z bytności tam człek się nie sprawiał nikomu...
Gdyś księcia powitał i osiadł raz w domu,
Siedź sobie choć wieki, nikt się tam nie dziwił,
„Gość w dom; Bóg w dom” mawiał zwykle pan Radziwiłł.
I byłbym tam siedział po dziś dzień, Bóg świadek,
Gdyby mi nie licho nadniosło przypadek:
Raz czekam; w krużgankach puknęło coś korkiem,
Jak zwykle Staniecka wybiegła wieczorkiem;
Miesiączek przyświécał, siedzieliśmy sami,
Nie widzim, nie słyszym, aż książę przed nami,
I woła: „Przepraszam niech aśćka téż siedzi!
Zapewne chcesz aśćka jutro do spowiedzi?
Rachunek sumienia, za katy, nie chichy!
Zapewne chcesz, żeby przypomniał ci grzéchy? —

Staniecka drapnęła; lecz jam stał w kąciku.
„A jakże ci piszą mości spowiedniku?” —
Benedykt Winnicki! powiadam w pokorze.
— „Mój panie kochanku! a to być nie może!
A przecież Winnickich na Rusi ja znałem.”
— Bo ja téż się z Rusi w te strony przebrałem. —
„A mój kochający panie i kochany!