Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jakże to? więc wasze nie moim dworzanem?”
— Do śmierci się sługą wyznaję przed panem,
Lecz jam tu od pana Cetnera przysłany...
Przy łasce książęcej miło tu się gości;
Lecz proszę o respons waszéj księcéj mości,
Bo trzeci rok mija jak listy oddałem. —
„Mój panie kochanku, patrz jak przepomniałem!
A jużto pamięcią Radziwiłł nie zgrzeszy;
Lecz panie kochanku, cóż ci się tak spieszy?
Nie kochasz mnie widzę? a ja służę braci!...
— Ha! rzekłem ja panu: służba wolność traci! —
„Mój panie kochanku, gdyś taki służbisty.
Toć muszę zapewne odpisać na listy.
No odwiedź mię jutro, proszę, przy śniadaniu.” —
I odtąd już było po mojém kochaniu!
I rzewnie się wówczas na płacz mi zebrało.
Więc na tę aprensię przepiłem noc całą.

Nazajutrz rzekł książę: „A witam wasana!
No, prosić mi tutaj księdza kapelana,
Mój panie kochanku, zawołać szatnego,
Zawołać marszałka, ba i koniuszego!”

Gdy przyszli, na ucho coś prawił każdemu,
A potém ten temu, a tamten tamtemu,
I poszli. A książę: „Gdyś taki służbisty.
Toć muszę zapewne już oddać te listy;
A pozdrów nam, proszę, tam pana Cetnera,
A niech nas zaszczyca przyjaźnią i względem,
Bo nasza życzliwość i bratnia i szczéra;
A sam też odemnie przyjmij konia z rzędem,
I sygnet ten mały, mój panie kochanku!
A przecież nas głodno nie rzucaj o ranku,
I wspomnij, gdy łaska, czasami téż mile