Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kochana Staniecka! a ładna bo ładna!
Bo co to za buzia, za rączka, za nóżka,
Do tego dołeczki w jagodach, a mrużka!
Jak mrugła ślipkami, zginąłem z kretesem!
Lecz trudno iść było do panny obcesem;
Bo było to dziécię pieszczone i ważne,
Szły na nią klejnoty i włości posażne,
I perły kosztowne i dziwna uroda,
Do tego we wstydzie chowana; a młoda!
Więc pono z tą panną patrzano wysoko;
A przecież jam spostrzegł, żem pannie wpadł w oko,
I oczko zaprószył i serce poruszył.

Śpiéwała z partesem, jak mówią „bez ale”,
Grywała téż także na klawicymbale;
(A nie tak bezbożnie jak dzisiaj śpiéwano)
Ja miałem téż także talenta ukryte:
Scholarum piarum rękę formowaną,
Łacinę téż także znałem expedyte!
I kiedy kapelan innego pominie,
Mnie zwykle z powagą witał po łacinie:
Bonum mane, frater Mariane!
 
Do panien tam wprawdzie łaciny nie trzeba,
Lecz rośnie ztąd zawsze u ludzi estyma,
Gdy widzą, że w szkołach nie psował człek chleba.
Do panien dość tego rozmawiać oczyma.
W taneczku przyśpiéwać, bo lubią dziéweczki,
Chociażby z klasztoru, światowe piosneczki.

Więc panniem światowe piosneczki pisywał;
A czasem paniencem w taneczku przyśpiéwał,
Coś podał, posłużył, przymówił, pokłonił,
I niby nie za nią, a za nią pogonił.