Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dla pana Cetnera, co mogę, to zrobię;
Lecz jechać nie mogę, ponowa za pasem;
Nie mogę! No, wołać marszałka tymczasem.”

Gdy nadszedł marszałek, spojrzałem: persona!
Ej sztuka zuchwała, z szwedzka podstrzyżona,
A na nim wenecka saita, pas lity
I w koło z czerkieska bramowane szyty!
Sam poszedł na księcia, gdy rozkaz dał w ganku.

„A jakże ci piszą mój panie kochanku?
Niech dowiem się, proszę, kto łaskaw zagości?”
— Benedykt Winnicki, sługa księcéj mości! —
„Winnicki? no proszę! a znałem ja dziada!
A był to prawdziwy karmazyn; człek setny;
Odstąpił mi w Łęcznie turczynka nie lada;
Lecz widzę i Wasze junosza nie szpetny.
Mój panie marszałku! zalecam waszmości.
Pan łowczyc Winnicki niech mile nam gości.
Syn zacnéj rodziny, zdaleka się trudził.
Uraczyć, pamiętać, by nam się nie nudził.
Bo prawią na Rusi nie bardzo tam mile
Coś o téj botwinie i o Radziwille.

Skłoniłem się panu, za afekt dziękując,
A w sercu się wielce z respektów radując;
Lecz kiedym się później z marszałkiem pobratał,
Tom figle mądrości na piękne już płatał;
A uszło, bo człowiek był młody i pusty.

Pamiętam, w Nieświeżu przepędzić zapusty
Zjechała tam była pani Sołtanowa,
A razem z jéj dworem panna respektowa;
Ej panna jak łania i wdzięczna i składna