Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I tamto sam basza (choć nie chcę się chwalić)
Przyuczył mnie lulkę na dworze swym palić;
I odtąd już sobie podobam w tym dymie,
I myślę o baszy, gdy lulkę zapalę.

Więc wówczas na puszczy czyniłem tak wcale;
Wtém koń mi się szarpnął i przystrzygł uszyma...
Spojrzałem do koła, a w koło nic nie ma;
Lecz rżenie się jakieś z głąb puszczy dobywa,
A rumak mój odrżał i znowu się zrywa.
O zbójcach mówiono — więc przeszło mnie mrowie,
A rżenie się znowu odzywa w dąbrowie;
Więc wziąłem nabity pistolet i szablę.
Za młodu o pińskim słyszałem ja diable.
Więc „Kto się w opiekę...” zrobiłem znak krzyża,
A rżenie się coraz do ognia przybliża.
Ściągnąłem łeb konia i siadłem za krzakiem.
Po chwili — aż pełznie do ognia coś rakiem,
I błysło nad ogniem, powstawszy, żelazem,
I pchnęło w mą burkę na ziemi zarazem.
Jam zmierzył do ognia i kiedym wypalił.
Na chaszcze się obwieś! czy diabeł powalił?
Zerwałem się raźno, rzuciłem się żywo,
I daléj ruszyłem nie bardzo leniwo,
I żywy i cały, przy opiece Boskiéj
Dobiłem się w końcu o świcie już wioski.
Tam duby smalone prawili o dziadzie,
Co stoi po puszczach podróżnym na zdradzie;
A gdym się pochwalił, żem go już zastrzelił,
Lud wszystek się wielce przytomny weselił.
Wytchnąłem tam dobrze, i daléj bez szwanku.
Stanąłem w Nieświeżu „Mój panie kochanku!”

W Nieświeżu siadywał Radziwiłł, pan z panów,
I książę z krwi zacnéj i hetman z hetmanów;