Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/019

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Trzech Ciołków i Cetner, co razem jak braty,
I w piłkę grywali i bili w palcaty,
I razem na jednéj ławicy ligali,
I razem się nie źle potém kierowali;
Bo jeden wziął mitrę, a drugi buławę,
A trzeci wziął laskę, a czwarty wziął sławę,
A piąty, pan Cetner, został wojewodą,
A sławny Stanisław światłem i urodą
Siadł nawet na tronie — a kiedy królował.
Więc dawnych przyjaciół w pamięci zachował,
I świadczył im łaski, nawzajem kochany.
Więc otóż i Cetner był panu oddany,
I słał mię podówczas na Litwę z listami.

A miałem podówczas ja szkapę kochaną,
Lecz piękność mię w koniu od dawna nie mami,
Przyciężką miał głowę, głowaczem go zwano:
„Weź sobie innego” mówili dworzanie,
A na co innego? myślałem mosanie:
Koń czuły i nożny i twardy do drogi,
Adwokat niech głowę, a koń niech ma nogi.
I dobrze to bywa, gdy piękność nie mami;
Bo zrazu jechałem znanemi stronami
Wraz z drugim dworzanem, co został w Ostrogu;
Lecz kiedym już zabrnął w zapadłe Polesie,
Myślałem sam sobie: ha, oddaj się Bogu!
Zła będzie rozprawa z tobą panie biesie!
Bo mazią po piasku te mile się wleką,
I chłodno i głodno i do dom daleko,
A nawet do karczmy. Raz jadę dzień cały
Przez piaski i groble, przez błota, zawały,
I karczmy dojeżdżam dopiéro wieczorem.
W karczemce żyd siedział jak cygan pod borem;
Tu głowacz strudzony, tum głodny mosanie,

.