Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/264

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bryka ruszyła; pan krzyknął na drogę furmanowi: „a przewróć tam na grobli, to ja ci przewrócę!“ potém spojrzał na niebo, chcąc widać wymiarkować, jaka będzie jutro pogoda, nareszcie dojrzał w ciemności bielejącą koszulę Rzepowéj.
— A kto tam?
— Rzepowa.
— A, to wy! Gadajcie prędzéj, czego chcecie, bo późno.
Rzepowa powtórzyła mu znowu wszystko; pan słuchał i tylko pykał z fajki przez cały czas, a potém rzekł:
— Moi kochani! ja pomógłbym wam chętnie, gdybym mógł, ale dałem sobie słowo, że ja się w sprawy gminne nie będę wtrącał.
— Dyć ja wiem, jaśnie dziedzicu — rzekła drżącym głosem Rzepowa — ale pomyślałam sobie, że może jaśnie dziedzic ulituje się nademną...
Głos jéj urwał się nagle.
— Wszystko to bardzo dobrze — rzekł pan Skorabiewski — ale co ja mogę zrobić? Ja swego słowa dla was łamać nie mogę, a do naczelnika za wami nie będę jeździł, bo on już i tak powiada, że nachodzę go ciągle własnemi sprawami... Wy macie swoję gminę, a jak gmina wam nie poradzi, to do naczelnika znacie drogę tak jak i ja. Cóżem chciał mówić? moja Rzepowa No! idźcie z Bogiem.
— Panie Boże zapłać — ozwała się głucho kobiéta, podjąwszy dziedzica pod nogi.