Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IX.

Imogena.

Rzepa po wyjściu z chlewka, poszedł prosto nie do chałupy, ale do karczmy. Wiadomo, że chłop w utrapieniu pije. Z karczmy, powodowany tąż samą myślą co i Rzepowa, poszedł do pana Skorabiewskiego i głupstwo zrobił.
Człowiek nietrzeźwy, nie wié co gada. Otóż Rzepa był natarczywy, a gdy usłyszał toż samo co i Rzepowa, o zasadzie nieinterwencyi, nietylko, że w skutek przyrodzonéj prostakom tępości umysłowéj, téj wysoce dyplomatycznéj zasady nie pojął, ale z gburowatością właściwą również prostakom, ozwał się i został wyrzucony za drzwi.
Gdy przyszedł nazad do chałupy, sam powiedział żonie:
— Byłem we dworze.
— I nie wskórałeś nic.
A on pięścią o stół.
— Podpalićby ich, psio-wiary.
— Cichajże zbereźniku. Co ci ta pan powiedział?
— Odesłał mnie do naczelnika. Żeby jego...
— Ono, to chyba trzeba iść do Osłowic.