Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mieliśmy już za straconego i ona była prawie konająca. Ale dla obojga was przyszła jednocześnie szczęśliwa kryzys. Dziś ona, tak jak i ty, jest rekonwalescentką. Za jaki tydzień będzie zupełnie zdrową. Ale co tu się działo w domu! co się działo!
Ojciec skończył i patrzył na mnie uważnie, jakby w obawie, by słowa jego zbyt nie wstrząsnęły mego osłabionego jeszcze umysłu; ja zaś leżałem nieruchomie. Przez długi czas trwało milczenie. Zbierałem myśli i rozpatrywałem się w nowém nieszczęściu. Ojciec wstał i począł chodzić szerokiemi krokami po pokoju, spoglądając od czasu do czasu na mnie.
— Ojcze? — rzekłem po długiém milczeniu.
— Co, chłopcze?
— Czy... czy... bardzo zeszpecona?
Głos mój był spokojny i cichy, ale serce biło mi głośno w oczekiwaniu odpowiedzi.
— Tak! — odparł ojciec. — Jak to po ospie. Może być, że nie będzie żadnych znaków. Dziś jeszcze są, ale znikną, znikną pewnie.
Odwróciłem się do ściany: czułem, że robi mi się gorzéj niż zwykle.
W tydzień jednak potém byłem już na nogach, a w dwa tygodnie ujrzałem Hanię. Ach! opisywać nawet nie probuje, co się zrobiło z téj ślicznéj, idealnéj twarzy. Gdy biédaczka wyszła ze swego pokoju i gdy ujrzałem ją poraz piérwszy, jakkolwiek przysiągłem sobie poprzednio, że nie pokażę po sobie najmniejszego wzruszenia, nagle zrobiło mi się słabo i zemdlałem, jak nieżywy. O! jakże była zeszpecona okropnie!
Gdy mnie ocucono z omdlenia, Hania płakała gło-