Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Siły mnie opuściły i upadłem na łóżko, powtarzając tylko:
— Mój Boże! mój Boże!
— Henryku! przyjdź do siebie. Czyś ty kobiéta? Bądź mężny. Ona już nie jest w niebezpieczeństwie. Obiecałem ci opowiedzieć wszystko i opowiem, ale pod warunkiem, że zbierzesz siły. Oprzyj głowę na poduszce! Ot, tak. Okryj się i leż spokojnie.
Byłem posłuszny.
— Już jestem spokojny, ale prędzéj ojcze, prędzéj. Niech się już raz dowiem wszystkiego. Czy istotnie już zdrowsza? co jéj było?
— A więc słuchaj: téj nocy, w któréj Selim ją porwał była burza. Hania miała na sobie tylko lekką sukienkę. Przemokła do nitki. Przytém, krok ten szalony kosztował ją niemało. W Chorzelach, dokąd zawiózł ją Mirza, nie miała się w co przebrać, więc w téj saméj mokréj sukience tu powróciła. Tegoż samego dnia już dostała dreszczów i silnéj gorączki. Na drugi dzień, stara Węgrowska nie umiała utrzymać języka i powiedziała jéj o twoim wypadku. Powiedziała jéj nawet, żeś zabity. Oczywiście zaszkodziło jéj to. Wieczorem była już bezprzytomna. Doktor nie wiedział przez długi czas, co to jest, aż wreszcie... wiesz: we wsi całéj panowała i panuje dotąd ospa: Hania dostała ospy.
Przymknąłem oczy, bo zdawało mi się, że i ja odchodzę od przytomności; wreszcie rzekłem:
— Niech ojciec mówi daléj, przecie jestem spokojny.
— Były chwile — mówił daléj ojciec — wielkiego niebezpieczeństwa. Tego samego dnia, kiedy ciebie