Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mówił to wszystko pośpiesznie, blady i z zaciśniętemi ustami. Miłość potężna owładła tą ognistą, wschodnią naturą i biła od niéj jak żar od płomienia; ale ja nie uważałem na to i odpowiedziałem z zimną i chłodnę stanowczością:
— Nie przyjechałem tu słuchać twych zwierzeń. Z gróźb drwię sobie i powtarzam ci jeszcze raz: Hania nigdy nie będzie twoją.
— Słuchaj jeszcze — rzekł Selim — jak i ile Hanię kocham, nie próbuję mówić, bo ja nie umiałbym wypowiedzieć, a ty zrozumieć. Przysięgam ci jednak że pomimo całéj miłości, gdyby ona ciebie kochała, jeszczebym znalazł w duszy tyle szlachetnych uczuć, żeby zrzec się jéj na zawsze. Henryku, przecież nam o nią chodzić winno! Tyś był zawsze szlachetny. Słuchaj więc, zrzeknij się jéj, a potém żądaj odemnie choć życia. Oto moja ręka, Henryku! O Hanię! chodzi, o Hanię: pamiętaj!
I wychylił się ku mnie z otwartemi ramionami, ale ja cofnąłem konia.
— Troskę o nią zostaw mnie i ojcu memu. Jużeśmy o niéj myśleli. Mam honor oświadczyć ci, że Hania pojutrze wyjeżdża za granicę i że jéj więcéj nie zobaczysz. A teraz żegnam.
— Aa! jeśli tak, więc zobaczymy!
— Zobaczymy!
Zawróciłem konia i pojechałem do domu, nieoglądając się poza siebie.
Ponuro było w naszym domu przez te dwa dni, pozostające do wyjazdu Hani. Pani d’Yves z siostrami wyjechała zaraz na drugi dzień, po owéj rozmowie z ojcem. Zostałem tylko ja, ojciec, ksiądz Lu-