Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Henryku?
— Co?
Szeptaliśmy obaj, choć nikt nas nie słuchał.
— Czy ty się będziesz bił z Mirzą?
— Nie wiem. Może.
Kazio zatrzymał się i nagle zarzucił mi ręce na szyję.
— Henryku! mój złoty! mój serdeczny! mój jedyny! jeżeli ty się z nim chcesz bić, to pozwól, niech ja to zrobię. Już ja sobie z nim dam radę. Niech ja się sprobuję. Pozwól, Henryku! pozwól!
Kaziowi, poprostu, marzyły się czyny rycerskie, ale ja poczułem w nim brata, jak nigdy przedtém, więc przygarnąłem go do piersi z całéj siły i rzekłem:
— Nie, Kaziu! ja jeszcze nic nie wiem. A powtóre: onby nie przyjął. Ja jeszcze nic nie wiem: co się stanie. Tymczasem każ mi osiodłać konia wcześnie. Pojadę przed nim, złapię go w drodze i rozmówię się z nim. Tymczasem pilnuj ich, ale nie daj poznać, że wiesz o czémkolwiek. Każ mi osiodłać konia.
— Czy broń weźmiesz ze sobą.
— Fe! Kaziu! przecież on niéma przy sobie broni. Nie! Ja się chcę z nim tylko rozmówić. Bądź spokojny i ruszaj zaraz do stajni.
Kazio skoczył natychmiast według polecenia, ja zaś wróciłem wolno do domu. Byłem jak człowiek, którego uderzono obuchem siekiery w głowę. Mam prawdę rzec: nie wiedziałem co mam robić; nie wiedziałem, jak mam postąpić. Poprostu chciało mi się krzyczeć.
Zanim miałem zupełną pewność utraty serca Hani, pragnąłem mieć tę pewność, sądziłem, że bądźcobądź spadnie mi kamień z serca: teraz nieszczęście odchyliło