Strona:PL Petofi - Wybór poezyj.pdf/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Ja za ten dobry czyn ją oszukałem!...
Chciała mi odgryźć nogę
I ręce aż do pach,
Ja jej serce moje dałem
I otrułem niem niebogę!...
Ah! ah! ah!

Niech ma naukę!... Zawsze bywa tak
Tym co się dobrem kierują zachceniem...
Bo czem jest człowiek?... Mówię że korzeniem
Kwiatu co głowa dąży w niebios szlak...
To fałsz okrutny!...
Człowiek jest kwiatem, lecz jego korzenie
Jako sok piekła wciągają płomienie...
Mówił mi to filozof... szaleniec wierutny,
Co liście lasu miał za dach
I umarł z głodu, śmiercią srogą...
To głupiec... nie mógł okraść albo zabić kogo?...
Ah! ah! ah!

Ha! śmieję się jak szalony,
Choć właściwsze może łzy...
Co?... jabym płakał na ten świat tak zły?...
Tak często Bóg rozżalony
Z oczu chmur płacze, że świat tak zepsuty...
Skoro łzy spadną na ziemię
Cóż z nich robi ludzkie plemię?...
Porozdeptują je buty
I po wylanych z szczodrotą
Niebios łzach
Cóż zostaje?... brudne błoto!...
Ah! ah! ah!