Strona:PL Petofi - Wybór poezyj.pdf/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
II.

Znów jestem tutaj... wiedzie mnie cierpienie...
Strażnik twych prochów znów staje przy tobie,
Powiedz mi luba, jakie tam marzenie,
Jaki sen pierwszy miałaś w zimnym grobie?

Jam miał sen straszny... Od słońca napaści
Ziemia szalonym uciekła lotem,
Lecąc spadała do głębin przepaści
To znów bujała aż pod nieb namiotem.

Niezmordowane słońce wciąż ją gnało,
Przez nieskończoności, bez chwili wytchnienia,
Wszystko w wszechświecie kruszyć się zdawało,
I gwiazd myrjady i otchłanie cienia.

Słońce po całej wszechświata przestrzeni
Ścigało ziemię po za bytu metę,
Wreszcie porwało za warkocz z płomieni
W szalonym gniewie ogromną kometę...

Ziemia się przed tym ciosem uchyliła,
Padł on w me serce... Boleść była wielką,
Ale nie taką, jaką mi skrwawiła
Duszę śmierć lubej, śmierć twoja, Etelko.


PODZWONNE.

Dzwony śpiewają żałośnie...
Dla kogo?... dla mojej róży,
Którą zmiótł mi podmuch burzy
W piętnastej zaledwie wiośnie.