Strona:PL Petofi - Wybór poezyj.pdf/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
ŻYCIE BŁĘDNE.

Przebóg! święty Kleofasie!
Cóż to za tłum odrapany
Wędruje tu o tym czasie?...
Ach! to wołoskie cygany!...
Cożby znaczyły inaczej
Te kupy dzieci i ten tłum próżniaczy?
Patrzcie! oto pod lasem zielonej jedliny
Ta piękna banda czarnych właśnie postępuje...
Uważajcież... Najsamprzód naczelnik rodziny
Na starej, dychawicznej szkapie paraduje.
Nie szłaby, ale jeździec po bokach ją grzmoci,
A jego syn za uzdę ciągnie aż się poci.
Bo też prawda, że biedne, sędziwe stworzenie
Nie ma zębów, a przytem jakież jej istnienie?
Dola pracy bez końca, połączonej z postem,
Więc że stąpać niezdolna jest to bardzo prostem.
Gdybyż sam tylko ojciec rodu na jej grzbiecie
Zasiadał, byłoby to jakotako przecię,
Lecz oto z obu boków sakwy zawieszono,
Obydwie skrupulatnie dziećmi napełnione,
Ile ich tam, to trudną do zbadania rzeczą,
Dość, że aż uszy bolą tak te bębny beczą.
Z miejsca jakie dostały widać się nie cieszą,
Lecz jeszcze trudniej dla nich byłoby iść pieszo.
Drą się tedy dzieciaki okropnie, zażarcie,
I nie miałoby przerwy i końca to darcie
Gdyby patryarcha rodu od czasu do czasu
Kopiąc nogą nie tłumił na chwilę hałasu,