Strona:PL Petofi - Wybór poezyj.pdf/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Kobiety, małżonkowie, chłopcy, sznurem długim
Ciągną dalej parami lub jeden za drugim,
Ten żuje prymkę, aż mu piana z gęby pryska,
A tamten kłęby dymu w oczy innym ciska
Z tytuniu, który wonią nie grzeszy, a pali
W oczy, w gardło, jak gdyby z pieprzem go zmieszali.
Wreszcie na długim sznurku ukradzione prosię
Wędruje z kwikiem... widać iż wie o swym losie,
Że przeczuwa iż padnie żarłoctwa ofiarą,
Iść bowiem dobrowolnie nie chce żadną miarą.
Matkę rodziny taka opozycya gniewa,
Więc gniewem uniesiona kij długi porywa,
I tak długo okłada tłusty grzbiet prosiaka,
Że wreszcie do pochodu zmusza nieboraka.
Takim pochodem, liczną, nierozłączną rzeszą
Z miasta do wioski, z wioski znów do miasta śpieszą
Ci dzielni, co niczego się nie obawiają
Prócz wiatru... O! wiatrowi nisko się kłaniają,
I robią nader mądrze, wiatr bowiem czasami
Obchodzi się nieludzko bardzo z cyganami
I kiedy im do uszu szeptać pocznie nocą,
To takie rzeczy prawi, że nogi dygocą
Jako liście na drzewach... Ztąd zatem cyganie
Wielkie zwykli dla wiatru mieć poszanowanie.
Lecz kiedy pan wiatr siądzie na swoim rydwanie
I galopem poleci w odległe krainy,
Wesołość wnet odradza się wpośród drużyny,
A smutek zmykać musi w piekielne otchłanie.