Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale ustąp bogini i proś jej, niech raczy
Przebaczyć ci zuchwalstwo, a pewnie przebaczy«.
Błysnęła gniewnem okiem Arachne rozjadła;
Ledwie rękę wstrzymuje, z której nić wypadła,
I tak w złości bez granic karci babę starą:
»Długich lat, a krótkiego rozumu poczwaro!
Jak widzę, żyłaś nadto. Dla jakiej sąsiady
Albo dla córki schowaj twe niewczesne rady.
Wiem ja dobrze, co czynię; czcze są słowa twoje,
Nic nie zyskasz: ja mocno przy swem zdaniu stoję.
Czemu sama nie przyszła, gdy chce walczyć ze mną?«
— »Przyszłam!« — rzecze bogini. Postać nieprzyjemną
Starej baby zrzuciwszy, staje jak Pallada;
Grono nimf i Mygdonek bóstwu pokłon składa.
Nie zlękła się Arachne; czerwoność niezwykła
Twarz jej wprawdzie skryła, ale zaraz znikła.
Tak zorza na powietrze żywy szkarłat sieje,
Lecz blednie, skoro tylko słońce zajaśnieje.
Dziewica trwa w uporze, oślepia ją pycha,
A na własną ją zgubę zuchwalstwo popycha.
Bogini do jej życzeń natychmiast się skłania,
Już jej nie zapomina, ni zwleka wyzwania.
Do krosien w różnej stronie każda z nich zasiada
I jak najcieńszą przędzę na ramę zakłada;
Brzeg kryje płótnem, postaw grzebieniem przeplata,
Wątek w ostrem czółenku samym środkiem lata.
Przez rozdzielone nici zręczna dłoń go ciska,
A karbowana płocha gęsto tkanie ściska.
Paskiem szaty ściągają, z kunsztem walczy praca,
Śpieszą się, a gorliwość robotę im skraca.
Tkają nici, tyryjskim napuszczone sokiem,