Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Mamy przecież maszyny do myślenia, — powiedział, — które w przeciągu kilku minut mogą zebrać głosy całego narodu. Wszyscy, oczywiście, staną po stronie Rady.
— Członkowie Rady są waszemi wrogami, — wykrzyknęła namiętnie.
— Nie wiem, co to znaczy „wrogami“, — rzekł spokojnie, — ale Rada nasza jest sprawiedliwa i miłosierna. Pozwolono mi po pierwsze ożenić się z tobą i po drugie — nie zażywać anti-sentient’ów w ciągu całego tego tygodnia. Ty zaś będziesz zmuszona niezwłocznie potem zabrać się do nich. Zagłuszą one twoją... „rozpacz“, tak, zdaje się, to nazywasz.
— Umrę razem z tobą, — odrzekła stanowczo. — Żadnego „potem“ nie może być... Ale ty nie wierzysz w takie rzeczy.
Siedział na szarej otomanie... główkę dziewczęcia przystrajała blado-błękitna kokarda... przyciągnął ją czule do siebie.
— Tracąc uczucia, — powiedział, — utraciliśmy też i Boga. Ale ty nauczysz mię, jak Go teraz odnaleźć.
W poetycznem streszczeniu opowiedziała mu wszystko, co zawierała w sobie pewna archaiczna książka, którą wydostał dla niej z biblioteki Muzeum. Wynalazł ją w wielkim pokoju, noszącym napis: „Przesądy i Mitologia“. A kiedy doszła do słów: „I opuścisz ojca i matkę, a podążysz za mężem twoim“, uśmiechnęła się do niego, on zaś uśmiechnął się do niej.