Strona:PL Ossendowski - Czarny czarownik.pdf/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cież będzie mu posłuszną we wszystkiem za barwne tkaniny i paciorki, za srebrne, połyskujące franki, z których kowal wiejski zrobi dla niej brzęczący naszyjnik...
Siedziała i czekała...
Może nosiła potem naszyjnik ze srebrnych franków — nie wiem, bo o tem nikt nie mówił tam, gdzie spotkałem tego tragicznego urzędnika i gdzie żadnej kobiety w jego samotnej, smutnej siedzibie nie widziałem.
Jest to jeden z niezliczonych dramatów życiowych francuskich urzędników i kolonistów w Afryce Zachodniej, a ileż innych widziałem i słyszałem tam!

Wiem, jak śmiertelnie chorych urzędników czarni funkcjonariusze odstawiali do najbliższych punktów lekarskich, wlokąc ich w ciągu dwudziestu dni w hamakach przez góry, błota i dżungle, pod palącemi promieniami słońca, lub pod strugami szalonej ulewy poto tylko, aby przynieść martwe, już gnijące ciała. Wiem, jak ginęli koloniści i urzędnicy, idący z pomocą tubylcom, gdy śród nich grasowały epidemje — i umierający na żółtą febrę, trąd i słońca, lub pod strugami szalonej ulewy po to[1] samotnych przedstawicieli naszej cywilizacji, padł pod ciosami rogów bawolich, lub pazurów

  1. Przypis własny Wikiźródeł W oryginale druku zamiast poprawnego wersu powtórzony jeden z poprzednich wersów.