Strona:PL Or-Ot - Poezje.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Roi się oczom wizya wiośniana,
Pachnący, złoty maj,
Baśnie słowicze, grzęda różana
I bzów rozkwitłych gaj.
I jakieś iskry i jakieś dreszcze
I coś, co niebem brzmi...
A echem idą słowa złowieszcze:
„Co zmarło — niechaj śpi!...”

Marzy się sercu legenda jasna,
Rajskiego bytu szmat,
Jakaś chatyna, cicha a własna,
Jakiś wyśniony kwiat.
Ciepłych rąk dwoje, dwu dusz rozmowa,
I długie, święte dni...
A echem idą złowieszcze słowa:
„Co zmarło — niechaj śpi!...”

I śnią się duszy wielkie krainy,
Kędy króluje pieśń,
Świetne purpury, dumne wawrzyny,
Strącona mogił pleśń;
I szczyty ziemskie, gdzie stoją wieszcze,
A Bóg nad nimi grzmi...
A echem idą słowa złowieszcze:
„Co zmarło — niechaj śpi!...”

Świat się przyoblekł w suknię żałoby,
Ze śmiercią zawarł ślub:
Gdzie rzucić okiem, groby i groby,
I w sercu także grób!
Ono się zrywa: gdzie nić różowa?
Gdzie moc? gdzie blask? gdzie sny?...
A echem idą złowieszcze słowa:
„Co zmarło — niechaj śpi!...”