Strona:PL Ody Horacyusza.pdf/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

To znów, gdy powódź powzdyma bałwany,
Kamienie, drzewa, domy i obory,
Unosi z grzmotem strumień rozhukany,
Budząc do wtóru i wzgórza i bory.

Ten tylko szczęśliw i pewien jest swego,
Co: »dziś użyłem« rzec może z dnia końcem;
Mniejsza czy ranek spotka zbudzonego
Czarnemi chmury, czy pogodnem słońcem.

Przeszłości tylko nic schwycić nie zdoła,
Ni przeistoczyć, co się raz już stanie.
Oh! niepowrotne są te wartkie koła
W wiecznie toczącym się godzin rydwanie.

Fortuna lubi wyrządzać nam psoty,
Uparcie igrać z swemi ofiarami;
Dziś niestateczne wysypie szczodroty
Na mnie, a jutro drugiego omami.

Jeśli mi sprzyja — cieszę się, lecz za to,
Gdy odlatuje, wnet o niej zapomnę;
I owinięty cnoty białą szatą,
Za towarzyszkę mam ubóstwo skromne.