Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


głupca, bym to opowiadał, jako coś niezwykłego. Byłem bowiem na to przygotowany; lecz spodziewałem się, że nigdy się o tem nie dowiem. Doprowadziłem mianowicie do prawdziwego wirtuozostwa sztukę niedowiadywania się. Nigdy nie odwiedzam mych przyjaciół o niezwykłej porze, nigdy nie zjawiam się niezapowiedziany; nigdy nie czytam listów, które przypadkowo znajduję na stole; opuszczam natychmiast lokal, gdy przy sąsiednim stole słyszę rozmowę o którejś z mych bogdanek; a jeśli mimo tych środków zapobiegawczych dowiaduję się o czemś, wówczas nie daję temu po prostu wiary. Lecz wszystko to skrewiło wobec Kitty. Czy przypominasz sobie Little Pluck’a?
— Oczywiście. Tego karła? To monstrum?
— Kitty nie uważała go za monstrum. Muszę zaznaczyć, że przez dwa tygodnie byłem z nią niezwykle szczęśliwy. Każdego wieczora po przedstawieniu odwiedzałem ją; o godzinie jedenastej był jej występ, o pierwszej mój. Przyjmowała mnie zawsze z wielką serdecznością. Również i tego wieczora tak miało być.
— Jakiego wieczora?
— Tego, w którym odbył się debiut Little Plucka, karła, mającego dwa i ćwierć stóp wysokości i 18 lub też 58 lat. Wchodzę, jak zwykle, punktualnie o pierwszej do pokoju Kitty i kogo znajduję?... Little Plucka, jakby to powiedzieć... u jej stóp. Zapomniałem języka w gębie. Chociaż sytuacja była, powiedzmy, wcale nie dwuznaczna, spodziewałem się przecież jakichś wyjaśnień z jej strony... na przykład: „Mylisz się“... Ale