Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wielce przygnębiony. Odkłada na bok kajet; jakby zamykał drzwi i zatarasowywał przeszłość.
— Napijemy się piwa? — powiada.
Zasiadają przy stole i piją piwo.
— To dziwne — mówi mąż — nie uwierzyłbym, ze jesteśmy już tak starzy; postarzeliśmy się wraz z „Romeem i Julją“. Pomyśl, dwadzieścia lat upłynęło, gdy po raz pierwszy usłyszałem tę operę. Zostałem właśnie studentem, przyszłość ścieliła się przede mną w całej krasie i blaskach. Od niedawna nosiłem czapeczkę studencką. Na górnej wardze kiełkował już mały wąsik. Przypominam sobie ten wieczór, gdy z Frycem, Filipem poszedłem do opery. Przedtem już słyszeliśmy „Fausta“, Byliśmy wielkimi zwolennikami Gounoda. A jednak „Romeo“ prześcignął wszelkie nasze oczekiwania; byliśmy oczarowani muzyką. Teraz obaj moi przyjaciele nie żyją już. Fryc, marzący o najwyższych stanowiskach, zmarł jako sekretarz, Filip jako kandydat medycyny, a ja, pragnący zostać radcą stanu, musiałem się zadowolnić posadą sędziego pułkowego. Jakże prędko minęły lata! Ani się nie spostrzegliśmy... Widziałem wprawdzie, że dokoła moich oczu potworzyły się zmarszczki, że włosy moje koło skroni posiwiały, lecz że zbliżyliśmy się tak bardzo do furtki cmentarnej, tego nie widziałem...
— Tak, mój przyjacielu, zestarzeliśmy się... Możemy to poznać na naszych dzieciach. Poznać to można również i na mnie, chociaż o tem nie mówiłeś...
-— Ach, jakże możesz tak mówić!
— Tak, wiem o tem, wiem, że poczynam brzyd-