Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nąć, że przerzedzają mi się włosy na głowie, że będę musiała wkrótce dać wyrwać przednie zęby...
— Zważ, moja droga — przerywa mąż — że dziś ludzie prędzej się starzeją, niż dawniej. W domu mego ojca grano Haydna i Mozarta, chociaż ci kompozytorowie pomarli o wiele wcześniej, zanim się urodziłem. A teraz... teraz jest Gounod już przestarzały! Jak to smutno natknąć się na swe ideały młodości... Jak przykre jest uczucie, że człek się postarzał...
Wstaje i zasiada znowu do pianina; bierze nuty i przewraca kartki, jakby w szufladzie szukał wspomnień młodości. Oczy jego wpatrują się w czarne nuty, wyglądające, jak małe ptaki, wydrapujące się na rząd drutów... Stara się wydobyć z nut dźwięki wiośniane, nawoływania miłosne, entuzjastyczne Szylery z owych różanych dni pierwszej miłości... Lecz te czarne punkciki spozierają nań tak obco, jakby kwiaty wspomnień młodości zarosły chwastem. Tak, tak! Struny są pokryte kurzem, dno dźwiękowe pianina zaschło, pleśń wypełzła.
Westchnienie ciężkie ulatuje z piersi.
Nagle odzywa się mąż:
— Dziwna rzecz, brak w tych rzutach wspaniałego prologu. Przypominam sobie, że opera rozpoczynała się prologiem.
Poczyna wygrywać melodję... Twarz jego rozchmurza się, usta poczynają się uśmiechać, zmarszczki znikać. Ręce jego dotykają klawiszy silnie, młodzieńczo. Dźwięcznym głosem wyśpiewuje partję basową.
Żona ocknęła się ze smętnych rozmyślań. Łzy po-