Strona:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
maryanna.

Tak! powiedz jakich środków użyć nam wypadnie.

doryna.

Będziem się bronić w sposób skryty i otwarty.

(Do Maryanny.)

Ojciec panny kpi sobie.

(Do Walerego.)

To są czyste żarty.

(Do Maryanny.)

Jednak najlepiéj będzie, według mego zdania,
Niechaj panna do jego zamiarów się skłania,
Abyś w razie nacisku mogła z swojéj strony
Powstrzymać na jakiś czas związek zamierzony.
Byle czas był, z wszystkiego można wybrnąć snadnie.
Najprzód jakaś choroba na pannę wypadnie,
Potem gdy już cierpienia panienki ustaną,
Znajdziemy nową zwłokę i niespodziewaną,
Na którą bardzo łatwo wszyscy się dziś łapią,
Oto, przeczucia smutne wciąż panienkę trapią:
Spotkałaś pogrzeb wczoraj, dziś zbiłaś zwierciadło,
To znów o mętnéj wodzie w nocy śnić wypadło.
Nakoniec, masz najprostsze do zwłoki powody,
Bo do ślubu koniecznie potrzeba twéj zgody.
A zatem rzecz się uda, ale nie inaczéj
Tylko gdy nikt was od dziś razem nie zobaczy.

(Do Walerego.)

Idź pan, swoich przyjaciół używaj w potrzebie,
By do nas upominać się przyszli za ciebie.
My tutaj pobudzimy brata do działania
I macocha się również bardziéj do nas skłania.
A teraz do widzenia.

walery (do Maryanny).

Cokolwiek bądź zrobię,
Cała moja nadziéja jedynie jest w tobie.

maryanna (do Walerego).

Nie wiem, czy wolę ojca me prośby rozbroją,
Lecz niczyją nie będę, Walery, jak twoją.

walery.

Twe słowa jak rozkosznie moje serce ceni...

doryna.

Kochankowie w rozmowie są nienasyceni!
Wychodź pan.