Strona:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
doryna (do Maryanny).

To szaleństwo, dziś gdy się tworzy taki przedział.

maryanna.

Chyba żeś nie słyszała co do mnie powiedział.

doryna do (Walerego).

To głupstwo obustronne. Pragnie jak najszczerzéj
Dla pana się zachować, niechże mi pan wierzy.,

(Do Maryanny.)

Zostać twym mężem, jego pragnienie jedyne,
On o tém jedném marzy tylko, niechaj zginę.

maryanna (do Walerego).

Kto kochając, podobną radę dawać będzie;..

walery (do Maryanny).

Kto kochając, o radę pyta w takim względzie...

doryna.

Oboje zwaryowali i przyznać się boją..
Dajcie mi ręce.

walery (dając rękę, do Doryny).

Na co?

doryna (do Maryanny).

Daj mi panna swoją.

maryanna (dając rękę).

Lecz na co się to przyda?

doryna.

By skończyć rzecz całą.
Wy się bardziéj kochacie, niż wam się zdawało.

(Walery i Maryanna trzymają się za ręce nie patrząc na siebie.)
walery.

Na co ten przymus, sądzę, że można najprościéj
Popatrzeć w moje oczy, w twarz, bez żadnéj złości.

(Maryanna obraca się do Walerego uśmiechając się.)
doryna.

Widziéć takich szaleńców rzecz bardzo ciekawa.

walery (do Maryanny).

Bo skarżyć się na ciebie, czyliż nie mam prawa?
Czyż nie jesteś złośliwą, — nazywam rzecz skromnie, —
Ażeby takie rzeczy dzisiaj mówić do mnie.

maryanna.

A ty! czyliż niewdzięczność daléj sięgać może....

doryna.

Dokończycie tych sporów, ale w innej porze.
Pomyślmy, z ojcem panny jak rzecz skończyć ładnie.