Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Bajeczne! — mówił. — Cała góra ujęta w marmur. A dekoracja!... Coś podobnego widzi się tylko zagranicą.
Pan Maciej rozglądał się za czemś i nagle szybko podszedł na brzeg przystani. Stanął przy ponsowej łodzi w kształcie gondoli weneckiej, z nałożonym srebrnym napisem: „Stefanja“.
— Odświeżona... zupełnie nowa! — szepnął zdumiony, patrząc na przepyszne adamaszki baldachimu.
Twarz mu drgnęła, poruszył ustami i ze skupieniem patrzył na błyszczący w słońcu srebrny napis. Staruszek ciężko westchnął.
Ale i wszyscy dojrzeli wspaniałą łódź. Panna Rita rzekła do Trestki:
— Widział pan kiedy tę gondolę?
— Tak, w starej szacie... teraz odnowiona...
— Hm...
Hrabianka Paula zaszczebiotała szeptem:
— Czy to imię tej... comment donc! w której się kochał pan Maciej.
— Tak, na jej cześć zbudowana, ale to już dawno.
— Ordynat odnowił ją. Dobry pomysł — rzekł Trestka.
— Szanuje widać les vieilles histoires swego dziada odrzkła hrabianka z ironicznym półuśmiechem.
— Albo własne, pensez bien, comtesse!
Hrabianka popatrzyła na Trestkę pytająco: miał bardzo ciekawą minę. Spojrzała na pannę Ritę i zdumiona podniosła brwi.
— Czy to możliwe?
Nikt jej nie odpowiedział.
Waldemar podszedł do dziadka. Pan Maciej spojrzał mu w oczy badawczo.
— Mógłbym ci podziękować, Waldy, za odnowienie, gdyby...
— Gdyby co, dziadziu?
— Gdybyś to zrobił tylko dla tradycji — rzekł prędko i odszedł w inną stronę.
Trochę szatański błysk zaświecił w oczach Waldemara, gdy patrzał za odchodzącym dziadkiem.
— Którą łodzią jedziemy? — pytał książę Podhorecki.
— Panie Michorowski, pan decyduje — wołała panna Rita.
— Wybór łodzi zależy wyłącznie od pań.
— Więc jedźmy tą błękitną.
Waldemar skinął na wioślarzy, a ci, poubierani w pasiaste koszule, podprowadzili natychmiast błękitną łódź pod kamienne schodki. Biały maszt łopotał, poruszony wiatrem, fala cicho pluskała, kołysząc łódką; zagięty jej dziób rytmicznym ruchem zdawał się kłaniać towarzystwu.
Jednakże dla wszystkich za mało było miejsca w błękitnej; ordynat skinął, aby podprowadzono ponsową gondolę. Sam usadowił w niej księżnę babkę i pana Macieja, poczem spytał:
— Kto tu siada więcej?
— Ja pierwsza — rzekła hrabina Ćwilecka, podnosząc dumnie głowę. — Paula, vous aussi.
— Oh! non, maman! Ja wolę kolor błękitny! — zaśmiała się figlarnie hrabianka.
— Więc ja z mamą — rzekła panna Michalina i lękliwie weszła do łodzi.
Waldemar wprowadził jeszcze parę osób.