Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Panie Trestka, pan wiosłuje. Tak?
— Nie tęgo, ale mogę ryzykować.
— Więc dodam panu wioślaraza. Proszę kierować błękitną.
— A pan?
— Ja prowadzę gondolę.
— Wioślarz niepotrzebny, ja panu pomogę — zawołała Stefcia.
Wskoczyła prędka do błękitnej łodzi, biorąc wiosła.
— Pan steruje, ja będę wiosłowała, bo nie znam drogi, a są tu podobno jakieś zakręty.
— Ja również nie znam drogi. Przytem nic nie widzę, taki blask.
— Skandal! możemy sobie powinszować — rzekła panna Rita — ci państwo potopią nas. Une belle chance!... Wiluś, bierz wiosła od tego pana, bo grozi nam katastrofa.
— Ani myślę ustępować. Panno Stefanjo, jazda!
Stefcia poruszyła wiosłami, łódź zachybotała się mocniej i brzeg powoli zaczął się oddalać.
— Płyniemy jak na Grand Canale. Patrzcie państwo: czy ordynat nie wygląda na gondoliera? — rzekła hrabianka Paula.
Trestka wzruszył ramionami.
— Chyba dlatego tylko, że stoi na cyplu łodzi, bo zresztą cóż więcej?...
— A śmiała postawa, a pewność ruchów, a malowniczość pozy?
— A rozmarzenie w oczach? — dorzuciła panna Rita.
— Już tego pani nie widzi — zaoponował Trestka.
— Przeczuwam!...
— Co to! Muzyka? — zawołała Stefcia.
Wszyscy podnieśli głowy.
Od zwierzyńca dolatywały ciche dźwięki strun i nagle buchnął grzmot instrumentów. Odezwała się orkiestra szumną fanfarą, sunąc po falach dźwiękliwie. Masa tonów zgodnym i wspaniałym hejnałem płynęła ponad lśniącą wodą, bijąc w burty ponsowej i błękitnej łodzi.
Wszystkie twarze uśmiechnęły się, oczy błyszczały wesoło. Chwilę trwała cisza, poczem pytania i wykrzykniki rozległy się jednocześnie:
— Nowa niespodzianka ordynata!
— To głębowicka orkiestra.
Stefcia, rozpromieniona zdwojiła pęd łódki. W oczach jej błyskały skry.
— Kocham muzykę, ale dla jej miłości nie myślę tonąć. Panno Stefanjo, co pani robi? Wypadniemy — krzyczał Trestka.
— Nic, nic, panie hrabio. Ja płynę w takt.
— Bylebyśmy się nie wywrócili w takt. To byłoby mniej zabawne.
Baron Weyher musnął z zadowoleniem swe żółte baczki i rzekł słodko:
— Hrabianka dobrze mówiła, że płyniemy jak na Grand Canale. Oui, cʻest trés beau, jak spacer dożów.
— Ale gdzież jest doża — spytała Stefcia.
— Tylko ordynat może być takim nowoczesnym dożą — rzekła panna Rita.
Trestka żachnął się.
— Tylko ordynat! zawsze tylko ordynat. Dziwię się, że mu pani dotąd piedestału nie postawiła.
Składałabym mu hekatomby, gdyby chciał, ale... nie chce.