Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co ja tu robię?.... obok tego magnata... Zabłąkałam się... bławatek w cieplarni — szeptało w jej duszy.
Jak Waldemarowi przed chwilą, tak i jej przyszło na myśl, że w tym przepychu, w tej wspaniałej magnackiej rezydencji jest sama, zupełnie sama.
Wzdrygnęła się.
Waldemar spostrzegł to, i, pochylony do niej, patrzał na nią długo, uważnie.
— Jaka pani wrażliwa — rzekł ze wzruszeniem.
Uśmiechnęła się: zrozumiał ją. Zrobiło jej to przyjemność.
On szepnął:
— Bławatek!
Podniosła na niego zdziwione oczy.
— Czy odgadłem?
— Tak.
Wjechali na most. Panna Rita i hrabianka zawołały razem:
— Ach. jak tu pięknie!
— Niezrównany jest widok tej fosy i mostu.
— A brama i domek strażniczy! I stare to i piękne.
— Niedługo nazwą panie stary cylinder ordynata niezrównanym — zżymał się Trestka.
Hrabianka parsknęła śmiechem, Rita wzruszyła ramionami.
Brek minął wyniosły krzyż w ogrodzeniu ze skalnych odłamów i bramę. Kopyta koni zatętniały na kamiennych płytach. Odźwierny salutował przyjeżdżających.
Wjechali na dużą przestrzeń wyżwirowaną i gładką, jak plac mustry. Na środku stała smukła kolumna kamienna ze stopniami w kwadrat. Na niej płaskorzeźba, przedstawiająca popiersie przodka Michorowskich, założyciela zamku z XV wieku. Medaljon otaczały oznaki wojskowe rzeźbione w kamieniu, napisy i daty. Obok pomnika słupy z elektrycznemi lampami. Plac równoległy z podłużnym gmachem zamku okalały z dwóch stron potężne drzewa parkowe, idące w nieskończoną głąb. Z prawej strony wysuwa się olbrzymia okrągła baszta ze strzelnicami i galerją, dalej wieża kaplicy. Przy wjeździe pod sklepioną bramą czworoboku zamkowego stały po dwu stronach krótkie armaty, moździerze, zabytki odległych lat. Przypominało to zamek obronny, jakim był w istocie przed wiekami.
— Co za gmach! — mówił baron Weyher. — Ależ pan mógłby się nie obawiać napadów tatarskich.
— Niejeden taki napad odparł ten zamek w czasach wojen z pogaństwem — odrzekł ordynat w zamyśleniu — ale wówczas inaczej wyglądał. Miał zwodzone mosty, na tym placu stały cekhauzy wojskowe, mustrowały się chorągwie husarskie i pancerne; tu odbywały się turnieje, a w czasie oblężenia żołnierze biwakowali.
Stefcia pod wrażeniem potężnych murów i ich tradycji czuła się dziwnie małą. Bujna wyobraźnia przedstawiała jej przeszłość, jak na jawie. Widziała rycerstwo, walczące o pierścień na turniejach, i wojewodzianki Michorowskie w kontusikach i wieńcach na głowie z długiemi kosami, rozdające nagrody zwycięzcom. Widziała hetmanów, sprawujących skrzydlate chorągwie, i wymarsz wojsk na obronę ojczyzny. Słyszała dźwięk kopiji husarskich, szum skrzydeł i buńczuków, i nabożną pieśń żołnierską: