Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bez firmamentu, ni to w oceanie,
Ni to w powietrzu. Tego Bóg ujrzawszy,
Z swej wysokości widzący co było,
Co jest, co będzie, tak do swego Syna
Mówi proroczo: »O Jednorodzony,
Czy widzisz, jaka wściekłość Przeciwnika
Naszego niesie? Ani przepisane
Granice, ani wrzeciądze piekielne,
Ani łańcuchów ciężkich skrępowanie,
Ani olbrzymiej przepaści przestwory
Nie powstrzymały go: takiem pragnieniem
Zemsty rozpacznej dyszy, która spadnie
Na buntowniczą jego głowę. Teraz
Wyłamał wszelkie zapory, i dąży
Opodal Nieba w zakresy świetlane
Prosto ku światu nowostworzonemu,
Ku Człowiekowi, którego chce siłą
Zniweczyć, albo, co gorsza, podstępem,
Obłudą zepsuć. I zepsuje; Człowiek
Usłucha jego kłamstw pochlebczych liku,
Łatwo przekroczy ów zakaz jedyny,
Jedyny zakład swego posłuszeństwa;
I on i cały ród jego upadnie
Przeniewierzony. Czyja wina? Jego.
Niewdzięczny! Dostał wszystko, co mógł dostać
Odemnie: dałem mu prawdę i prawość,
Aby mógł wytrwać, lecz i wolną wolę
Upadku. Wszystkie Potęgi Niebieskie
I wszystkie Duchy tak samo stworzyłem,
Te, co wytrwały, i te, co stracone.