Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Spokojnej, przerwy, odpoczynku nie mam,
A ciągle stoi przed oczami sroga
Śmierć, nieprzyjaciel i syn, co je szczuje.
I mnie, swą matkę, dawnoby już pożarł
Z braku zdobyczy, lecz wie, że byt skończy
Wraz ze mną, i wie, że będę mu kiedyś
Gorzkim pokarmem, jadem: tak los orzekł.
Lecz ty, mój ojcze, ostrzegam, unikaj
Jego śmiertelnej strzały, nie dowierzaj
Tej zbroi lśniącej, hartowanej w niebie;
Nikt jego ciosom oprzeć się nie zdoła,
Oprócz jednego, co panuje w górze.«
Skończyła; chytry dyabeł odrazu
Pojął naukę, i uprzejmie rzecze:
»Córko najdroższa, gdy mi ojca miano
Dajesz, i syna lubego przedstawiasz,
Ten drogi zakład pieszczot z tobą w Niebie,
Słodkich radości, których przypomnienie
Teraz bolesne po tak strasznej zmianie,
Nieprzewidzianej i nieprzy puszczanej,
Oto chcę zwolnić z tego domu kary
I męki, ciebie, syna, i te tłumy
Duchów niebieskich, które, popierając
Tak słuszną sprawę nasze, pochwyciły
Za broń, i spadły wraz z nami z wysoka.
Od nich to idę z tak ciężkiem zadaniem,
Jeden za wszystkich narażam się srodze,
Idę samotny w głębię niezmierzoną,
W pustość bez końca, by odszukać, zbadać
Przepowiedziane dawno, wnosząc z pewnych