Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W morzu dzielącem Kalabryjskie strony
Od Sycylii urwistych wybrzeży;
Ni ohydniejsze te, co wiedźmę nocną
Ścigają, kiedy, tajemnie wezwana,
Jedzie w powietrzu, znęcona krwią dziecka,
By z lapońskiemi jędzami tańcować,
Czarami tłumiąc światło księżycowe.
Naprzeciw druga Postać, jeśli można
Postacią nazwać to, co nie posiada
Wy raźnych kształtów w członkach i w całości,
Albo istotą to, co się wydaje
Cieniem istności, i jednem i drugiem;
Czarna jak Noc, zła jak dziesięć Furyi,
Straszna jak Piekło, potrząsała włócznią
Przerażającą, a to, co się zdało,
Jej głową, miało coś nakształt korony.
Zbliżył się Szatan; wnet Widmo ku niemu
Rusza krokami strasznemi, aż Piekło
Zadrżało; ale Czart nieustraszony
Dziwił się tylko takiemu zjawisku,
Wcale nie trwoźny; on lękał się tylko
Boga i jego Syna, ale stworzeń
Wszelkich nie cenił, miał je sobie za nic;
Więc pogardliwie patrząc, tak zaczyna:
»Skąd i czem jesteś, obrzydła Postaci,
Że się ośmielasz tak wściekle i groźnie
Potwornem czołem zastawiać mi drogę
Do tych wierzei? Przejdę je, bądź pewna
Bez pozwolenia twojego. Ustępuj!
Albo doświadczysz skutków swego szału,