Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przejasnych, z których przy pomocy broni
Sąsiedzkiej można się będzie odważyć
Na szturmowanie powrotu do Nieba,
Lub zamieszkanie w jakiej łagodniejszej
Strefie, gdzie błyska jasne światło Nieba,
Promienie wschodu spędzają ciemności,
Gdzie wietrzyk słodkiem balsamicznem tchnieniem
Zagoi rany, żrących ogni skutki.
Lecz naprzód kogo wyprawić należy
Na wyszukanie nowej okolicy?
Kogo uznamy zdolnym? Kto się skusi
Stopą wędrowca przemknąć przez przepaści
Ciemne, bezedna, bez brzegów, bez końca?
Kto wśród najgrubszych ciemności odszuka
Nietkniętej żadną stopą drogi, albo
Powietrznym szlakiem na niezmordowanych
Skrzydłach przeleci otchłań niezmierzoną,
Zanim przybędzie do tej szczęsnej wyspy?
Jaka mu sztuka starczy, jak wyminie
Surowe warty, liczne posterunki
Czujnych Aniołów? Jemu ostrożności
Wielkiej potrzeba, nam wielkiej rozwagi,
Bo na tym, kogo w tę drogę poślemy
Zawiśnie nasza ostatnia nadzieja.«
Skończył i usiadł, wzrokiem mierząc wkoło,
Czy go kto poprze, czy projekt nagani,
Czy się podejmie niebezpiecznej drogi?
Lecz cisza była; wszyscy zatopieni
W głębokich myślach ważyli trudności,
A z przerażeniem każdy w drugich twarzach