Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bez niebezpiecznej wyprawy do Nieba,
Które wałami wysokiemi zbrojne,
Ni oblężenia ni szturmu się boi,
Ani zasadzki z Otchłani piekielnej.
A gdyby projekt wymyśleć łatwiejszy?
Jeżeli stare prorocze pogłoski,
Jakie krążyły w Niebie, nie są mylne,
Jest jakiś nowy świat, szczęsna siedziba
Istot stworzonych teraz, Ludźmi zwanych,
Podobnych do nas, choć nie tak wspaniałych,
Nie tak potężnych, za to w większej łasce
Tego, co rządzi w górze. Taką wolę
Swoję oświadczył bogom i zatwierdził
Przysięgą, która wstrząsła całem Niebem.
Usiłowania nasze tam skierujmy,
By się dowiedzieć, jakie zamieszkują
Świat ten stworzenia, z jakiej substancyi,
Jaka ich postać, zdolności, potęga,
Słabość, czem zdobyć, fortelem czy siłą?
Kiedy zamknięte Niebo, i bezpieczny
W swej sile siedzi Wieczny Sędzia w Niebie,
Świat nowy może leży na granicy
Jego królestwa, a obrona samym
Mieszkańcom jego tylko zostawiona;
Nagłym napadem można odnieść korzyść,
Albo piekielnym ogniem zniszczyć wszystko,
Co on tam stworzył, lub na własność zająć,
A niedołężnych mieszkańców tak wygnać,
Jak nas wygnano; albo też namówić
Na nasze stronę: niech ich Bóg się dowie,