Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To nie zacisze bezpieczne przed jego
Wojskiem potężnem. Jeśli w nową ligę
Przeciw tronowi jego się zwiążemy,
Nie zwolni nas to z pod jurysdykcyi
Wysokiej Nieba; tutaj w najsurowszej
Niewoli mamy spędzać wieki wieków,
Choć odepchnięci na taką odległość,
Pod nieuchronnem jarzmem pozostawać;
Bo on, to pewna, czy na wysokościach,
Czy w głębi, zawsze pierwszy i ostatni
Będzie panował. Przez nasze powstanie
Nie stracił żadnej części swego państwa,
Które i Piekło także obejmuje.
Żelaznem berłem będzie nami rządził,
Jak w Niebie rządzi złotem. Cóż więc warte
Nasze rozprawy, czy pokój, czy wojna?
O naszym losie wojna już orzekła:
Nas obaliła niepowetowanie.
Pokoju nikt nam nie zaofiarował,
Ani też nikt z nas o pokój nie prosił.
Bo kto zawiera pokój z niewolnikiem?
Dla niego więzy, bicze, katowanie
Według kaprysu. A jakiż my pokój
Możemy w zamian ofiarować, mając
Tylko nieprzyjaźń, nienawiść, zacięty
Upór i zemstę, powolną lecz stałą
W ciągłych knowaniach, ażeby Zwycięzca
Jak najmniej zebrał korzyści z zwycięstwa
I najmniej cieszyć się mógł z cierpień ciężkich,
Jakie nam zada? Znajdzie się sposobność