Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I pracą męki na rozkosz zmienimy.
Czy strach tych czarnych, głębokich przestrzeni?
Jak często chmurą gęstą, nieprzejrzystą
Otoczon Władca wszystkiego, Pan Nieba!
To nie umniejsza blasku jego chwały,
Jeśli tron jego otoczy majestat
Ciemności, z której grzmią straszne pioruny,
A Niebo wtedy podobne do Piekła.
Jak on ciemności nasze, tak my światło
Jego przejmiemy, gdy nam się spodoba.
I ten grunt martwy ma swe skryte wdzięki,
Drogie kamienie i złoto; nam nie brak
Zręczności ani sztuki, aby wznosić
Wspaniałe dzieła, cóż więcej ma Niebo?
Zatem męczarnie nasze z biegiem czasu
Mogą żywiołem naszym stać się; żrące
Ognie miłemi; cały temperament
Nasz się urobi według nich i straci
Poczucie bólu. Wszystko to nas skłania
Do pokojowych uchwał, do zważenia
Jak się urządzić najlepiej w tej nędzy,
Mając wzgląd na to, czem i gdzie jesteśmy.
Wyrzec się wojny: oto moja rada.«
Zaledwie skończył, już szmer powstał taki,
Jakby w pieczarach nadmorskich odgłosy
Wichrów ryczących, co wodnym odmętem
Miotały przez noc, nad ranem ustając,
Ochrzypłym głosem do snu utulają
Żeglarza, gdy ten po długich zapasach
Z burzą, dopłynie zatoki, i z barki