Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo jakież miejsce możem zająć w Niebie,
Nie pokonawszy wprzódy Niebios Patia?
Choćby złagodniał, choćby przebaczenie
Wszystkim ogłosił, byłe obiecali
Poddać się znowu, z jakiemiż oczami
Stanęlibyśmy przed nim, aby przyjąć
Surowe prawa, jakieby nałożył?
By znów przed jego tronem ćwierkać hymny
I wymuszone śpiewać Alleluja?
Podczas gdy on, nasz Panujący, mocarz
Na zazdroszczonym zasiadałby tronie,
My niewolniczo na jego ołtarzu
Składalibyśmy wonie ambrozyjskie
I ambrozyjskie kwiaty? Zatrudnienie
Takie, i taki byłby obowiązek,
Taka zabawa nasza. O, jak nudno
Na wieki wielbić znienawidzonego!
Nie dążmy zatem do dawnego stanu,
Chociaż świetnego, do wasalstwa w Niebie:
Siła nie wskóra, a łaski przyjmować
Nam nie podobna; starajmy się raczej
Z sił swych pożytek ciągnąć; żyjmy z siebie
Dla siebie; tutaj, choć w dzikiej pustyni,
Wolni, przed nikim nieodpowiedzialni,
Przenosząc twardą wolność nad wygodne
Jarzmo służalczej pompy. Nasza wielkość
Wyda się wtedy znaczniejszą, gdy rzeczy
Potężne z małych, dobre ze szkodliwych,
Pomyślne z trudnych wytworzyć zdołamy.
Tak w jakiemkolwiek miejscu wytrwałością