Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W tem oddaleniu; jeśli go obrażać
Zaprzestaniemy, on się zadowoli
Już wymierzoną karą; jego tchnieniem
Nie podsycane płomienie przygasną;
Czystsza natura nasza weźmie górę
Nad szkodliwemi waporami, albo
Przyzwyczajeni, mniej będziem wrażliwi;
Albo zmieniwszy się działaniem czasu,
Przystosowawszy do miejsca naturę,
Gdy się z tym srogim żarem oswoimy,
Pozbędziem męki: wtedy przerażenie
Stanie się miłem, ciemności jasnością.
Nieustający potok dni płynących,
Trochę nadziei zresztą dawać może
Jakiejś przemiany, której warto czekać.
Wprawdzie obecny los nasz nie jest błogi,
Jest zły, lecz złe to jeszcze nie najgorsze,
Jeżeli sami siebie nie skrzywdzimy.«
Tak przystroiwszy Belial swe słowa
W szaty rozsądku, radził podły spokój,
Spasłe lenistwo, lecz nie pokój prawy.
Po nim głos zabrał Mammon, i tak mówił:
»Albo tą wojną, jeśli wojna lepszą,
Zdetronizować chcemy Króla Niebios,
Albo odzyskać prawa utracone.
Zdetronizować możemy go wtedy,
Gdy Przeznaczeniem wieczystem zarządzi
Zmienny Przypadek, a Chaos zostanie
Sędzią. Pierwszego próżno się spodziewać,
A i drugiego nie lepsza nadzieja.