Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bez przerw, bez ulgi, bez politowania
I bez nadziei. To byłoby gorsze!
Wojny więc jawnej, czy skrytej nie radzę,
Bo co mu zrobi siła albo podstęp?
Kto złudzi umysł tego, czyje oczy
Jednem wejrzeniem wszystko przenikają?
On z wyżyn Nieba wszystkie nasze ruchy
Powstańcze widzi i czczość ich wyśmiewa.
Obali nasze siły, bo Wszechmocny,
Rozwieje nasze spiski, bo Przemądry.
Mamyż więc żyć tak podle, plemię z Nieba,
Znosić wygnanie, tortury, zniewagi,
Z obawy przed czemś, co gorsze? — Tak radzę.
Tak postanowił los nieunikniony,
Wyrok wszechwładny i wola Zwycięzcy.
Cierpienia takie nam nie ponad siły,
I słuszne prawo, które je naznacza.
Gdybyśmy mieli rozum, tak byłoby
Postanowione wtedy, gdyśmy z wojną
Ruszyli przeciw Nieprzyjacielowi
Tak potężnemu — zguba była pewna.
To mnie rozśmiesza, że drżą ci, co w mieczu
Ufając, byli dzielni, przedsiębierczy,
Ale gdy chybił miecz, kurczą się, trwożą
Następstw, o których wiedzieć należało,
Że nieochybne; że wypadnie znosić
Wygnanie, hańbę, więzy albo męki
Z woli Zwycięzcy. Taki nasz los teraz.
Jeśli cierpliwie przyjmiemy go, może
Z czasem Najwyższy Wróg gniew pohamuje