Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Haust z niepamięci jeziora, że w górę
Ruch nam właściwy, jako do ojczyzny:
Spadanie naszej naturze przeciwne.
Kiedy przed chwilą nieprzyjaciel srogi
Gromił złamane nasze tylne straże,
Któż nie czuł z jakim przymusem i pracą
Opadaliśmy? A zatem wzlot w górę
Jest łatwy, tylko nas straszą następstwa.
Czy mamy znowu drażnić mocniejszego?
A gdy gniew jego znajdzie gorsze środki
I nas zniweczy? Czyliż zniweczenia
Można obawiać się w Piekle? Cóż może
Stać się gorszego, niż pobyt w tem miejscu
Gdzie odepchnięci od szczęścia niebianów,
W bezdennej głębi na jęki skazani,
Niegasnącego ognia cierpiąc żary,
Końca nie widząc nigdy; Jego gniewu
Wasale, kiedy bicz nieubłagany
I czas tortury zawezwą do kaźni?
Jeśli większemu ulegniem niszczeniu,
Spotkać nas może tylko zgon, nicestwo;
Mamyż się lękać, ażeby gniew jego
Nie doszedł szczytu, by nas nie zniweczył?
W proch nie obrócił? Daleko szczęśliwszy
Los byłby, niż ten byt nędzny a wieczny!
A jeśli istność nasza, jako boska,
Nie może przestać istnieć, nic gorszego
Nam nie zagraża; z doświadczenia wiemy,
Żeśmy dość silni do wichrzenia w Niebie,
I najazdami ciągłemi wstrząsania