Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że równi w siłach są z Przedwiecznym, ale
Chociażby słabsi, lepiej przestać istnieć:
O byt nie troszczy się: z utratą bytu
Zniknie i bojaźń, czy Boga, czy Piekła,
Czy gorszych rzeczy — nic go nie obchodzi.
I tak rzecz kończy: »Wojnę jawną radzę,
Podstępów nie znam, nie szczycę się niemi,
Niech je stosuje ten, komu potrzebne
I gdy potrzebne, lecz wcale nie teraz.
Siedzieć, obmyślać, a tu miliony
Wciąż będą stały pod bronią, czekając,
Tęskniąc za hasłem boju, zbiegi z Nieba,
Zmuszone mieszkać w tej czarnej, haniebnej
Jamie, więzieniu, gdzie nas zepchnął tyran,
Rządzący w Niebie tylko z naszej zwłoki.
Nie! Uzbrajajmy się raczej w płomienie
I w wściekłość; naraz na wysokie Nieba
Uderzmy łącznie, nieprzezwyciężenie,
Zdobądźmy wejście, obróćmy tortury
Nasze w broń straszną na Udręczyciela;
Na łoskot jego wszechpotężnych gromów
Niech grom piekielny odpowie, niech w oczach
Błyśnie mu ogień czarny, na Aniołów,
I na tron jego z wściekłością miotany;
Niech pali siarka i ten osobliwy
Płomień na nasze męki wymyślony.
Może za trudnem wydawać się komu
Z rozpostartemi skrzydłami szturmować
Nieprzyjaciela w górnem stanowisku?
Ten niech pomyśli, gdy go już nie mroczy