Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie zrówna temu, co w jednej godzinie
Wybudowały duchy potępione.
Tuż przy równinie, w przelicznych komorach,
Którym z pod spodu dopływały strugi
Płynnego ognia z ognistego morza,
Druga gromada sztucznie wytapiała.
Kruszec, natychmiast oddzielając złoto
Od szlaku: trzecia, z niemniejszą szybkością
Rozliczne formy wytwarzała w gruncie;
A z owych komor dziwnemi przewody
Płynął szmelc, puste wypełniając jamy,
Jako w organach, za jednym podmuchem
Wydaje dźwięki cały rząd piszczałek.
Teraz od ziemi budynek olbrzymi
Jak mgła się wznosi, z jednoczesnem brzmieniem
Śpiewów łagodnych, słodkich symfonii.
Gmach jak świątynia, doryckie kolumny,
Wkoło pilastry z złotym architrawem;
Nic brakowało gzymsu, ani fryzu,
Ni rzeźb wypukłych; dach z kutego złota.
Ani Babilon, ani wielki Kair
Nie wyrównały takiej wspaniałości,
Gdy blaskiem lśniące wznosiły świątynie
Dla Serapisa lub Belusa,[1] bożków,
Albo stolice swym królom, gdy Egipt
Współzawodniczył w bogactwach i zbytkach
Z państwem Assura. Wysokie kolumny
Tworzyły rzędy, a za podwojami
Bronzowej bramy otwartej był widok

  1. Serapis, bóg słońca w Egipcie, miał świątynię i w Babilonie. Belus, główne bóstwo w Babilonie.