Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przeciwko Bogu, groźno uderzając
Dobytą bronią w tarcze na znak wojny,
Rycząc wyzwanie ku Niebios sklepieniom.
Stało w pobliżu wzgórze, a szczyt jego
Ogniem i dymem buchał, boki kryła
Gładka skorupa, znak to nieomylny,
Że wzgórze w łonie swem, działaniem siarki
Skrywało rudę metaliczną. Duchem
I am oddział liczny, jakoby saperów,
Poleciał, rydle i oskardy w ręku.
Ci to przed wojskiem królewskiem biegają,
By wytknąć obóz lub okop usypać.
Dowodził nimi Mammon,[1] najpochylszy
Z duchów strąconych z Nieba, bo tam nawet,
Wzrok i myśl na dół zwracając, podziwiał
Więcej posadzkę niebieską ze złota,
Niż wszystko święte i boskie w wizyach
Błogosławionych. Z jego to podszeptu
1 Ludzie bezbożną ręką jęli szarpać
Wnętrzności matki ziemi, by ukryte
Skarby znajdować. Teraz jego rzesza
Szeroką raną otwarła brzeg wzgórza
I kłęby złota wydzierała. Nie dziw,
Że skarby rosną w Piekle: to najlepszy
Grunt tej truciznie cennej. Ci, co wielbią
Rzeczy znikome i z podziwem mówią
O babilońskich i memfickich gmachach,
Niechaj to wiedzą, że największy pomnik
Siły i sztuki, owoc wielu wieków,
Rąk niezliczonych, pracy nieustannej,

  1. Mammon, bożek syryjski, rozrządzający bogactwem — równoznaczny z Plutusem.