Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chociaż tak bardzo wojska tego dzielność
Ponad śmiertelnych była, jednak posłuch
Groźnego wodza był zupełny; wyższy
Nad wszystkich wzrostem, dumny, okazały,
Sterczał jak wieża; kształt jego nie stracił
Jeszcze całego pierwotnego blasku,
Wyglądał jako Archanioł strącony,
Tylko się przyćmił w nim nadmiar jasności,
Jak słońca, kiedy o wschodzie spogląda
Przez mgłą przetkane ziemi horyzonty.
Tracąc promienie, albo gdy się skryje
Za księżyc podczas zaćmienia: złowrogim
Zmrokiem okrywa ziemię, i obawą
Zmiany przeraża królów; tak ciemniejąc,
Archanioł świecił jeszcze nad innymi.
Głęboką blizną grom zorał mu czoło
A na policzkach zwiędłych siadła troska;
Ale brwi kryły niezłomną odwagę
I pychę, chłodno szukającą zemsty,
Srogość miał w oczach, a czasami ślady
Żalu i bólu na widok wspólników,
A raczej swojej zbrodni zwolenników.
O, jak inaczej wyglądali w Niebie!
Teraz skazani każdy na swój udział
W wiecznie mającej trwać piekielnej kaźni!
Za jego winę miliony duchów
Wygnane z Nieba, i z wiecznej jasności
Za jego rokosz wyrzucone; jednak
Wierne zostały mu nawet po stracie
Wieczystej chwały. Tak, gdy ogień z nieba