Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bruk z gwiazd, jak gwiazdy drogi mlecznej lśniących,
Którą dostrzegasz w nocy, nakształt pasa,
Obsypanego gwiazdami. Na ziemi,
Teraz w Edenie, nastał wieczór siódmy,
Bo słońce zaszło, mrok, poprzednik nocy,
Szedł z wschodniej strony, gdy na świętą górę
Na szczyt wysoki Nieba, gdzie tron wieczny
Królującego Boga niewzruszony,
Przybył Wszechmocny Syn, i z Wielkim Ojcem
Zasiadł, bo chociaż Ten mu niewidzialnym
Był towarzyszem, był jednak na tronie
(Taki przywilej jest Wszechobecności);
Dziełem stworzenia kierował, bo On jest
Wszystkiego w świecie początek i koniec.
Teraz wypoczął od dzieła tworzenia
I błogosławiąc poświęcił Dzień siódmy.
Lecz nie milczeniem dzień ten obchodzono:
Bez przerwy brzmiały harfy, flet poważny,
Lutnie, organów melodyjne tony,
Lub z strun, lub z złotych drutów dobywane,
Złączone z śpiewem uroczystym chórów.
Z złotych kadzielnic szły wonne obłoki
I osłaniały całą Górę. Chóry
Tworzenia sześć dni opiewały:
««Jehowo! wielkie Twe dzieła, potęga
Twa nieskończona! Czy myśl jaka może
Objąć Cię, język jaki wypowiedzieć?
Twój powrót teraz większy, niż po starciu
Wrogich Aniołów: wtedy Twe pioruny
Głosiły wielkość Twoję, ale stwarzać