Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wieczór i ranek spełniły Dzień szósty.
Teraz przestawszy tworzyć, choć bynajmniej
Nie doznający zmęczenia, powrócił
Do Nieba Niebios, swej górnej stolicy,
Aby spoglądać z wysokości tronu
Na świat, dodatek do swego mocarstwa,
Czy dobry, piękny, odpowiadający
Wielkości jego pomysłu. W wyżyny
Wchodził, a wszędzie mu towarzyszyły
Okrzyki szczęścia, dźwięki jednozgodne
Harf stutysięcznych, i śpiewów anielskich.
Ziemia, powietrze ich odgłos rozniosły
(Pamiętasz, boś je słyszał sam); niebiosa
I wszystkie gwiazdy chórem odbrzmiewały;
Stały planety w miejscu zasłuchane,
Gdy tryumfalny ten zastęp szedł w górę.
««Otwórzcie się, wy, wrota wiekuiste,»»
Śpiewano: ««I wy, niebiosa, otwórzcie
Żyjące bramy, wpuśćcie Stworzyciela,
Wracającego od wielkiego czynu
Stworzenia świata w sześć dni! Otwórzcie się
I często nadal otwierajcie, często
Bóg chce nawiedzać mieszkania swych miłych,
Swych sprawiedliwych ludzi, równie licznie
Posyłać będzie skrzydlatych swych gońców,
Zwiastunów łaski niebieskiej.»» Tak śpiewał
Wznosząc się w górę orszak promienisty.
Niebo otwarło świetlane wierzeje,
Do dworu Boga wiecznego wiodące
Szeroką drogą, której pył ze złota,