Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PIEŚŃ VII.

Zstąp do mnie z Nieba, Uranio,[1] jeśli
Takie istotnie twe imię; za głosem
Twym boskim idąc, wzniosłem się nad szczyty
Olimpu, wyżej niż skrzydła Pegaza
Unoszą. Wzywam istoty, nie nazwy.
Boś nie z dziewięciu Muz, nie zamieszkujesz
Olimpu: w Niebie urodzona, wprzódy
Nim się zjawiły góry, nim spłynęły
Źródła, tyś Wiecznej Mądrości słuchała.
Mądrość twą siostrą, z nią razem śpiewałaś
Pieśni przed Ojcem Przedwiecznym, którego
Upodobanie zyskały. Przez ciebie,
Gość ziemski do sfer niebieskich wzniesiony,
Empiryjskiemi powiewami śmiałem
Oddychać; tyś je dla mnie łagodziła.
Sprowadź mnie teraz z równem bezpieczeństwa
Do przyrodzonych mi ziemskich żywiołów,
Abym, jak niegdyś Bellerofon[2] śmiały,
(Chociaż on z niższych sfer Nieba) nie zleciał

  1. Urania, czyli Wenus niebiańska, córka Nieba i Światła, przejmowała ludzi tylko czystą, niezmysłową miłością; tę nazwę nosi także Muza astronomii. Milton ma tu na myśli także poezyę, natchnienie wieszcze.
  2. Bellerofon, syn Glauka, króla Koryntu, otrzymawszy od Minerwy Pegaza, zwyciężył Chimerę, potwór latający w powietrzu. Nadęty powodzeniem, chciał wznieść się do niebios, ale gdy paw, wysłany przez Jowisza, ukłuł jego rumaka, Bellerofon spadł na ziemię i stracił życie. Według innych, Bellerofon nie zabił się, tylko opanowany melancholią, błąkał się po polach Alejańskich w Syryi.