Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chyba wdziękami własnemi, piękniejsza
Od nimfy leśnej, lub od najpiękniejszej
Z trzech owych bogiń, wymyślonych w baśni,
Które na górze Ida się spierały,
Stała, by przyjąć gościa niebieskiego.
Nie używała osłony, bo była
Cnotą bez skazy: żadna myśl wątpliwa
Rumieńcem wstydu nie mieniła twarzy.
»Zdrowaś,« powiedział do niej Duch niebiański,
Witając słowy, któremi powitał
Po wielu wiekach inny poseł Boży
Błogosławioną Maryę, Dziewicę,
Powtórną Ewę. »Zdrowaś, matko rodu
Ludzkiego, której urodzajne łono
Świat liczniejszymi napełni synami,
Niźli te drzewa Boże obciążyły
Stół owocami.“ Stół ten był z darniny,
Wokoła krzesła z mchu miękkiego stały,
A na obszernym stole aż po brzegi
Nagromadzone leżały bogate
Dary Jesieni, bo Wiosna i Jesień
Tutaj pląsały pospołu. Czas jakiś
Wiedli rozmowę, nie bojąc się, aby
Obiadł im ostygł; wreszcie nasz praojciec
Tak zaczął: »Gościu niebiański, pokosztuj
Tych darów, które Opatrzny Karmiciel,
Źródło dobroci doskonałej, kazał
Ziemi wydawać nam na pożywienie
I na uciechę; może to niesmaczny