Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie samę plewę dały na klepisku;
Czart z drugiej strony stał gotów do boju
Jak Teneryffa, lub Atlas sterczący;
Głową obłoków sięgał; jak pioropusz
Na hełmie siadło blade Przerażenie;
W rękach coś niby oszczep, niby tarcza:
Straszliwe rzeczy stać się mogły teraz.
I Raj i całe gwiaździste sklepienie
Niebios, lub wszystkie przynajmniej żywioły
Mogły się rozbić, pomieszać, poszarpać
Wśród takiej walki, jeśliby Przedwieczny,
By jej zapobiedz, nie zawiesił Wagi
Złotej na Niebie, widzialnej i teraz
Między Astrei i Niedźwiadka znakiem,
Na której wszystko stworzone wprzód ważył:
Wiszący okrąg ziemi i powietrze,
Utrzymujące ziemię w równowadze;
Teraz zdarzenia wszelkie waży, bitwy,
I panowania. Na ich szale rzucił
Ciężary dwa; z tych jeden rozłączenie,
A drugi znaczył walkę, i ten właśnie
Poleciał w górę i uderzył drążek;
Kiedy to spostrzegł Gabryel, rzekł Czartu:
»Szatanie, znam twe siły i ty moje,
Nie własne nasze, lecz nam dane, zatem
Co za szaleństwo chlubić się przewagą
Oręża? I twój tyle tylko może,
Ile pozwolą Nieba, i mój; teraz
Będąc zdwojony, mógłby cię w proch skruszyć,
Bo spojrzyj w górę i w niebieskim znaku