Strona:PL Milton - Raj utracony.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odegrać rolę obrońcy wolności;
Któż niżej niż ty niegdyś padał w Niebie,
Płaszczył się i bił służalcze pokłony
Przed Panem Nieba? Czemu? Już w nadziei
Wyzucia z władzy i objęcia rządów
Samemu. Teraz zważ moje słowa: Precz!
Tam, skąd uciekłeś, natychmiast uciekaj.
Jeżeli kiedy w tych granicach świętych
Zjawisz się jeszcze, skutego powlokę
W łańcuchach do twej nory, i przyłożę
Takie pieczęci, iż nie będziesz nadal
Szydził z piekielnych bram, że źle zamknięte.«
Tak groził Anioł, ale na te groźby
Nie zważał Szatan coraz bardziej wściekły,
I rzekł: »Gdy będę jeńcem twoim, wtedy
Mów o łańcuchach, zuchwały Cherubie,
Stróżu graniczny, lecz nim to nastąpi,
Wprzód możesz poczuć ciężar mojej ręki,
Chociaż Król Niebios na twych skrzydłach jeździ;
A ty i twoja brać nawykłszy jarzma,
Po drodze Nieba, gwiazdami sypanej,
Ciągniecie jego rydwan tryumfalny.«
Zarumieniły się lica Aniołów
Na takie słowa: oddział na dwie strony
Rozwinął boki, jak rogi księżyca,
I oszczepami gęstemi otoczył
Szatana, jakby na polu Cerery
Wiatrem smagany chylił się las kłosów.
Gotów do żniwa rolnik frasobliwy
Lęka się, aby snopki okazałe